środa, 29 lutego 2012

Termodynamika Wszechswiata II

  Jak wspomnialem w poprzednim artykule   ( http://bobolowisko.blogspot.com/2012/01/termodynamika-wszechswiata.html  ) wiekszosc jesli nie wszystkie dziela pisane przez astrofizykow pozostawiaja pewne uczucie niedosytu jesli chodzi o model Wszechswiata. Nie jest bowiem jasne jaka byla jego geneza a takze czy Wszechswiat ow, ma swoj poczatek w czasie (czyli dzien kreacji) oraz czy zajmuje cala czy tylko czesc dostepnej przestrzeni. Oczywiscie jest swojego rodzaju paradoksem aby zastanawiac sie nad tym co jest poza Wszechswiatem. W koncu Wszechswiat to znaczy tyle co wszystko co jest. Fizycy uciekaja czesto w nierealny swiat przestrzeni wielowymiarowych i modeli matematycznych opartych na  przestrzeniach nieeuklidesowych oraz naduzywaniu ogolnej teorii wzglednosci. My jednak jestesmy istotami zyjacymi i istniejacymi w przestrzeni trojwymiarowej i wszystkie te modele nie maja dla nas wiekszego sensu niz ten jakim jest automatyczne uwzglednienie roznego rodzaju wiezow ruchu. Inaczej mowiac, moze byc dla nas wygodne aby stosowac w obliczeniach geometrie nieeuklidesowe i przestrzenie wiecej niz trzy-wymiarowe ale tych metod nie nalezy brac powaznie jako opisu realnej rzeczywistosci.  Co wiecej owe wiezy uwzgledniaja automatycznie pewne obserwowane ograniczenia ruchu (np gorna granice predkosci ) ale takze rownie automatycznie odwodza nas od dociekania dlaczego takie ograniczenie wystepuje. Tymczasem glownym zadaniem nauk przyrodniczych jest nie tylko sformulowanie opisu rzeczywistosci w taki sposob aby odnosil sie on do obserwowanych faktow ale takze wyjasnienia dlaczego takie a nie inne zaszlosci obserwujemy.


   Jak wiemy, tak zwany paradoks Olbersa mowi nam, ze Kosmos nie moze byc wieczny i odwieczny oraz rozciagac sie w sposob jednorodny w przestrzeni. Gdyby tak bowiem bylo to w nocy caly niebosklon bylby jednorodna warstwa swiatel (podobna do obecnych nowoczesnych latarn stanowiacych ciasno upakowane LED - swiecace diody) . Gdziekolwiek bysmy nie spojrzeli zawsze bylaby tam jakas gwiazda. Tymczasem nocne niebo stanowia oddzielone od siebie czarna przestrzenia wyodrebnione gwiazdy czy galaktyki. Dlaczego niczego tam nie ma i co jest poza ostateczna warstwa swiatel niebieskich - tego rzecz jasna nie wiemy. Jest oczywiscie mozliwe, ze cala przestrzen jest wypelniona galaktykami rownomiernie, ale Kosmos powstal w okreslonym czasie w przeszlosci (rzedu 1/H gdzie H ~ 1.78x10^(-18) 1/sec jest stala Hubbla) i swiatlo, ktore potrzebuje skonczonego czasu dla pokonania przestrzeni jeszcze do nas nie dotarlo z tych bardziej odleglych regionow galaktycznej zupki. Z tego powodu wydaje sie nam, ze w pewnych kierunkach widzenia "niczego nie ma". Jesli to prawda, to co jakis czas powinny sie zdarzac odkrycia nowych gwiazd badz galaktyk w miejscach, ktore uprzednio uwazalismy za pozbawione zrodel promieniowania. Z biegiem czasu powinna wiec rosnac liczba obiektow astronomicznych odkrywanych przy pomocy tych samych przyrzadow pomiarowych na kierunkach, w ktorych uprzednio niczego nie bylo.
   Moze byc jednak tez tak, ze Kosmos galaktyk ma rozmiary skonczone (chociaz te rozmiary moga sie zmieniac z uplywem czasu) i mamy po prostu "krople" galaktycznego plynu wiszaca w prozni. Cos w rodzaju kosmicznego, kulistego akwarium, przez ktore widac tlo pomieszczenia, w ktorym ta szklana bania sie znajduje. My oczywiscie pelnimy role ciekawskiej rybki, ktora usiluje zobaczyc co znajduje sie w mieszkaniu Pana. Jesli pozostaniemy przy tym modelu kosmicznej kropli to mozemy sie zastanowic jakie sa jej wlasnoci termodynamiczne i co powoduje, ze kropla ta "rosnie " z uplywem czasu jak mowi nam prawo Hubbla. Przypominam, ze prawo to mowi, ze dla obserwatora na Ziemi galaktyki odsuwaja sie z predkoscia radialna  v = Hr gdzie v jest predkoscia a r odlegloscia danej galaktyki od Ziemi. Pomiar odleglosci jest chronicznie trudny i nie jest  nigdy calkiem pewne czy mamy do czynienia ze slabym zrodlem promieniowania polozonym blisko czy tez z silnym srodlem swiatla ale umieszczonym daleko od Ziemi. Jesli jednak brac ta relacje powaznie to oznacza ona, ze obiekty bardziej oddalone posiadaja wieksza predkosc radialna niz obiekty bliskie. Najbardziej oddalone galaktyki osiagaja predkosci relatywistyczne (okolo 0.9 c). Standartowa interpretacja prowadzi do hipotezy Wielkiego Wybuchu (Big Bang) i interpretuje galaktyki jako odlamki pierwotnej materii (czy promieniowania) skupionego w bardzo malej (moze nawet nieskonczenie malej) objetosci (wokol Naszej Drogiej Planety). Nie jest jasne co wlasciwie (oprocz Woli Bozej) spowodowalo takie lokalne nagromadzenie energii i co  wywolalo jej dezintegracje. Ten pirotechniczny model Wszechswiata jest bardzo popularny ale tez bardzo trudny do logicznego uzasadnienia. Nie jest zreszta tez wcale pewne, ze prawo Hubbla jest prawdziwe. Efekt Dopplera wywolany ruchem zrodla promieniowania jest niewykluczony ale mozna tez uzyskac identyczny efekt przyjmujac, jak wspomnialem uprzednio (http://bobolowisko.blogspot.com/2012/02/legendy-astrofizykow.html), ze stale fizyczne takie jak stala Plancka sa wolno-zmiennymi funkcjami czasu badz tez zakladajac, ze energia fal elektromagnetycznych wyslanych z galaktyk ulega powolnej dyssypacji  w trakcie podrozy przez przestrzen kosmiczna (teoria zmeczonego fotonu). Kwestia "ucieczki galaktyk" jest interesujacym elementem kosmologii, do ktorego jeszcze wroce.

   Teraz jednak zajmijmy sie problemem termodynamiki plynu galaktycznego w przyblizeniu niskich gestosci liczbowych. Jak juz wspomnialem, obecny stan Kosmosu charakteryzuje wyjatkowe rozrzedzenie. Galaktyki znajduja sie w duzych odleglosciach od siebie. Jest to jednak ciagle uklad czastek oddzialywujacych, na duzych odleglosciach, silami przyciagania (grawitacyjnego) a wiec w zasadzie uklad, ktory moze przejawiac obecnosc dwoch faz plynnych: cieczy i gazu galaktycznego. Mozemy tez oczekiwac, ze uklad taki ma okreslona temperature przejscia fazowego (pierwszego rodzaju). Dla temperatur nizszych niz temperatura przejscia mamy do czynienia z ciecza galaktyczna bedaca co najwyzej w rownowadze z para. Ciecz galaktyczna charakteryzuje okreslona objetosc. Na granicy z para lub z proznia wystepuje napiecie powierzchniowe, ktore gwarantuje nam sferyczna symetrie ukladu czyli kropli cieczy galaktycznej. Powyzej zas temperatury przejscia mamy do czynienia z gazem galaktycznym, ktory nie ma dobrze zdefiniowanego ksztaltu i wypelnia cala dostepna mu przestrzen.  Temperatura przejscia moze byc okreslona jako temperatura, w ktorej obserwujemy maksimum na wykresie ciepla wlasciwego plynu galaktycznego. Mozemy tez posluzyc sie obserwacja mowiaca, ze srednia kwadratowa odleglosci miedzy-galaktycznej jest rozna i mniejsza w stanie cieklym niz w stanie gazowym. Spojrzmy na funkcje rozkladu prawdopodobienstwa wzajemnej odleglosci galaktyk. Dla rozrzedzonego gazu galaktycznego jest ona okreslona wzorem (1) na planszy i stanowi unormowany do jednosci wzor barometryczny Boltzmanna.Jesli uzyjemy ja do obliczenia sredniej kwadratowej odleglosci miedzy-galaktycznej jako funkcji temperatury zredukowanej to otrzymamy funkcje wygladajaca na przyblizenie funkcji stopnia Heaviside'a. Ponizej temperatury skoku mamy do czynienia z plynem galaktyk "zwiazanych". Powyzej zas mamy do czynienia z gazem galaktycznym. Samo umiejscowienie temperatury przejscia ciecz-gaz a takze amplituda skoku  zaleza od zalozonych rozmiarow galaktycznej kropli czyli od promienia Wszechswiata.

   W temperaturze przejscia ma tez miejsce wyrazny impuls ciepla wlasciwego ukladu widoczny na planszy 2. Jest to zjawisko typowe dla przemiany fazowej pierwszego rodzaju, w ktorej obserwujemy skok entropii przypominajacy funkcje stopnia. Nie chce tu zanudzac Szanownych Czytelnikow szczegolami termodynamiki grawitacyjnej plazmy. W kazdym razie uwazam, ze nasz Kosmos bardzie przypomina butelke mleka bardzo rozwodnionego niz eksplodujacy granat. Galaktyki zas stanowia odpowiednik kropelek tluszczu zawieszonych w wodzie. Model Wszechswiata, ku ktoremu sie sklaniam, to stary model stacjonarny uzupelniony obserwacja o starzeniu sie w czasie stalej Plancka. Pozostaje tylko kwestia mechanizmu zmiany stalej Plancka oraz pytanie, czy kropla kosmicznego mleka ma skonczona objetosc (i co jest poza nia) czy tez caly Kosmos jest po prostu nieskonczona w przestrzeni zawiesina galaktyk w prozni. Do obu problemow wroce w nastepnych wpisach.

piątek, 17 lutego 2012

Legendy astrofizykow




   Od wiekow staramy sie odpowiedziec na podstawowe pytanie ontologii: Skad wzielismy sie my i Wszechswiat, w ktorym zyjemy. Rzecz jasna pytaniem bardziej podstawowym jest pochodzenie Wszechswiata. My jestesmy bowiem jedynie chwilowymi obserwatorami zdarzen jakie w nim nastepuja. Obserwacje astronomiczne mowia nam, ze w Kosmosie nie jestesmy sami. Wszechswiat chociaz jest bardzo rozrzedzona plazma grawitacyjna (patrz http://www.bobolowisko.blogspot.com/2012/01/termodynamika-wszechswiata.html      ) zawiera wiele innych galaktyk poza nasza wlasna Galaktyka. Oczywiscie jest calkiem naturalne aby zalozyc, ze fizyko-chemiczny sklad oraz wlasnosci istniejacych w tych innych galaktykach planet i gwiazd jest podobny do tych w naszej Galaktyce. Jak wiemy jednak z obserwacji dokonanych przez Hubble'a na poczatku XIX wieku linie dyskretne widma promieniowania elektromagnetycznego wysylanego przez pierwiastki znajdujace sie w galaktykach od nas oddalonych wydaja sie przesuniete (w stosunku do tych obserwowanych na Ziemi) w kierunku dluzszych fal  ( nizszych czestotliwosci).

Na planszy (I) widzimy typowy wynik takich obserwacji w przypadku linii absorpcyjnych wapnia. Klasyczne wyjasnienie tego efektu odwoluje sie do efektu Dopplera. Widma sa przesuniete ku "czerwieni" dlatego, ze samo zrodlo promieniowania oddala sie od Ziemi. Slynne prawo Hubble'a laczy radialna predkosc galaktyki , v, z jej odlegloscia od Ziemi ,r,

        v= H r   (1)

gdzie r jest promieniem wiodacym kierunku Ziemia-galaktyka a H jest tak zwana stala Hubble'a, ktorej wartosc oceniana jest na 1.78x10^(-18) Hz. Okreslenie "stala Hubble'a"  jest niewlasciwe gdyz wzor (1) faktycznie odzwierciedla znana zaleznosc pomiedzy droga przebyta w ruchu jednostajnym prostoliniowym a czasem, r(t)= vt, przy czym zakladamy, ze wszystkie galaktyki w chwili kreacji znajdowaly sie tam gdzie obecnie znajduje sie Nasza Ukochana Planeta (czyli w lokacji r(0)=0). Odwrotnosc stalej Hubble'a jest wiec czasem istnienia Wszechswiata t= 1/H = 17.81 x 10^9 lat. Obiektem obserwowanym jest przesuniecie ku czerwieni zdefiniowane jako stosunek roznicy dlugosci fali ruchomego i nieruchomego emitera do dlugosci fali obserwowanej dla emitera nieruchomego (czyli ziemskiego). Ta bezwymiarowa wielkosc oznaczana jest litera z. Dla galaktyk poruszajacych sie wolno (rzedu kilkuset kilometrow na sekunde) predkosc galaktyki wyraza sie przez przesuniecie wzorem

      v= cz    (2)

gdzie c jest predkoscia swiatla. Dla wyzszych predkosci relacja ta jest nieco bardziej zlozona. Mamy bowiem

    v= c [ (z+1)^2 -1]/[ (z+1)^2 +1]   (3)



  Wedlug tej hipotezy znanej pod nazwa Wielkiego, Goracego Wybuchu (Hot Big Bang) Ziemia znajduje sie w samym centrum kosmicznego szrapnela, ktory w chwili kreacji ulegl wybuchowemu rozkladowi na liczne odlamki, ktorymi sa obecne galaktyki. Odlamki te podrozuja w przestrzeni ze stala predkoscia radialna i te ktore uzyskaly wieksza predkosc poczatkowa sa obecnie od nas dalej oddalone niz galaktyki wolniejsze. Co bylo powodem eksplozji i jaki material wybuchowy wchodzil w rachube tego na ogol sie nie specyfikuje. Najprawdopodobniej jestesmy wraz z reszta Wszechswiata dziecmi kolosalnej bomby wodorowej co by tlumaczylo dziwna podswiadoma fascynacje jaka rodzaj ludzki dazy to narzedzie zniszczenia. Co jednak spowodowalo nagromadzenie takiej ilosci protonow, w koncu czastek dodatnio naladowanych,  w objetosci dostatecznie malej aby umozliwic zapoczatkowanie syntezy jader lekkich  tego nie wiemy. Nie jest wykluczone, ze mamy tu do czynienia z Wola Boska, na ktora, jak wiadomo, nie ma rady. W kazdym razie, jesli Hubble i spolka maja racje, to bylismy swiadkami  gigantycznej produkcji energii gdyz jak widac z planszy (II) same szybkosci odlotu oraz energie kinetyczne kilku przykladowych galaktyk zapieraja dech w piersi. A sa to w zasadzie galaktyki "wolne", poruszajace sie z predkosciami nierelatywistycznymi. Obserwacje mowia nam jednak, ze sa i takie obiekty astronomiczne (np kwazary) , ktore poruszaja sie z szybkosciami bliskimi szybkosci swiatla.


 Astrofizycy wiaza predkosc radialna galaktyki z przesunieciem widmowym wzorem (2) na planszy (III) co pozwala nam takze okreslic odleglosc radialna obiektu od Ziemi. Odleglosc ta podana jest na planszy (II) wraz z czasem, jaki swiatlo emitowane przez gwiazde nalezaca do danej galaktyki potrzebuje na dojscie do obserwatora ziemskiego. Jak z tego wynika dochodzi do nas obecnie swiatlo wyemitowane bardzo dawno temu (rzedu paru miliardow (10^9) lat). Inaczej mowiac duza odleglosc powoduje, ze dochodza do nas wylacznie informacje nieaktualne. Cos w rodzaju opoznienia jakie doswiadczal kazdy emigrant sprowadzajacy gazety z kraju. Zanim poczta dostarczyla gazete minelo na ogol dobre pare dni! Wiekszosc nowosci byla juz powaznie przestarzala. W Kosmosie ta cecha dezaktualizacji sygnalu jest znacznie powazniejsza i nie pomoglo by tu nawet zalozenia galaktycznego internetu.
   Teoria Big Bang jest obecnie powszechnie podejrzewana o bycie teoria poprawna mimo licznych nielogicznosci oraz braku podania mechanizmu konstrukcji owego wybuchowego kosmicznego babla. Moim zdaniem jednak istnieje bardziej naturalne wytlumaczenie obserwowanych zjawisk. Zauwazmy bowiem, ze informacje docierajace do nas obecnie odnosza sie do emisji fotonow dokonanych spory czas temu. Mamy do czynienia wiec z sygnalem nieaktualnym a zwlaszcza z sygnalem, ktory mogl byc wyslany w czasie, w ktorym stala Plancka miala inna, wieksza wartosc niz ta jaka ma obecnie na Ziemi. Energia fotonu emitowanego bedzie wiec identyczna, gdyz "nadajnik" w galaktyce jest taki sam jak na Ziemi. Ale przy wiekszej wartosci "stalej" Plancka czestotliwosc fali bedzie mniejsza. Inaczej mowiac zakladam, ze stala Plancka jest w gruncie rzeczy wolno-zmienna funkcja czasu. W danej chwili czasu (mowie o czasie absolutnym, wspolnym dla wszystkich obiektow astronomicznych Kosmosu) wszystkie obiekty astronomiczne w przestrzeni maja identyczna stala Plancka, ktora jednak zmienia sie z uplywem czasu. Jest to zmiana bardzo wolna ale obserwowalna w wypadku fotonow podrozujacych przez odleglosci kosmiczne. Nasze obserwacje daja nam po prostu szanse na poznanie w jaki sposob ta stala sie zmienia. Zawdzieczamy to temu, ze sygnaly wychodzace od roznych zrodel oddalonych od Ziemi przebiegaja raz dluzsze a raz krotsze drogi i w zwiazku z tym raportuja nam stan stalej Plancka w roznych czasach w przeszlosci.

    Jak taka zaleznosc wyglada w przypadku kilku bliskich galaktyk (z tabeli) mozemy zobaczyc na rys. 1. Dla czasow krotkich (rzedu kilku miliardow lat) zaleznosc ta jest niemal liniowa. Dla czasow dlugich, rzedu czasu potrzebnego na przebycie promienia Kosmosu  widzimy gwaltowny wzrost wartosci stalej dla czasu rzedu czasu istnienia Wszechswiata. Ta duza wartosc stalej Plancka dawno, dawno temu jest odpowiedzialna za to, ze z granic Kosmosu dochodzi do nas tak zwane promieniowanie reliktowe czyli widmo ciagle promieniowania ciala doskonale czarnego o temperaturze okolo 2.7K .  Moim zdaniem jest to normalne promieniowanie pochodzace od gwiazd o temperaturze 6000 do 7000K ale wyslane bardzo dawno temu z powierzchni zewnetrznej Kosmosu. W tym sensie mamy do czynienia z jednolitym swieceniem niebosklonu w nocy, ktory stanowil paradoks Olbersa. Cala sfera niebieska jest wypelniona gwiazdami (w nocy) ale w miejscach ciemnych idzie tylko promieniowanie wyslane bardzo dawno temu z duzej odleglosci od Ziemi,  wtedy kiedy wartosc stalej Plancka byla bardzo wysoka. To zas oznacza bardzo dalekie przesuniecie calego widma ciala doskonale czarnego  w kierunku mikrofalowym. Dla duzych wzglednych  przesuniec dlugosci fali oznaczanych przez "z" zaleznosc wiazaca ta wielkosc z czasem przelotu fotonu na drodze emiter-Ziemia jest bardziej skomplikowana. Dla zainteresowanych szczegolami podaje wszystkie wzory na planszy.

   Tak wiec w proponowanym przezemnie modelu Wszechswiata nie potrzebujemy Wielkiego ani nawet Malego Wybuchu aby opisac rzeczywistosc astronomiczna. Nasz Kosmos to kropla plynu  grawitacyjnych "czastek"- galaktyk, plynu znajdujacego sie zapewne w stanie rownowagi. "Czastki" poruszaja sie lokalnie zapewne ruchem brownowskim ale o zadnej systematycznej "ucieczce" nie ma mowy. Zludzenie ruchu daje nam opoznienie z jakim informacja w postaci fali elektromagnetycznej dociera do ziemskiego odbiorcy oraz "starzenie sie w miedzyczasie" czyli malenie stalej Plancka. Rzecz jasna propozycja moja mowiaca, ze stala Plancka nie jest w gruncie rzeczy stala fizyczna o odwiecznej i wiecznej wartosci liczbowej jest nieortodoksyjna ale ma ona dwie zalety. Po pierwsze stala Plancka jest stala wielkoscia w calym Kosmosie dla danego momentu czasu. Po drugie zas hipoteza taka jest w zasadzie sprawdzalna chociaz wymaga  bardzo dlugiego czasu obserwacji naziemnych, zblizonego do czasu istnienia zycia na Ziemi. Sama zas koncepcja mowiaca, ze na poczatku istnienia Kosmosu stala Plancka byla znacznie wieksza niz ja obecnie mierzymy jest zrozumiala jesli wezmiemy pod uwage role jak gra ona w zasadzie nieoznaczonosci Heisenberga. Po prostu z biegiem czasu Kosmos "porzadnieje i organizuje sie wewnetrznie" i nieoznaczonosc wielkosci takich jak ped i polozenie galaktyk ulega sprecyzowaniu. Najwyrazniej Najwyzszy wbudowal w strukture Kosmosu wlasna miare uplywu czasu w postaci wolno zmieniajacej sie w czasie stalej fizycznej.
Pozostaje nam tylko wyjasnic mechanizm w jaki zmienia sie stala Plancka a ogolniej w jaki sposob powstaja fundamentalne stale fizyczne. No ale to juz, jak mawial Kipling, jest zupelnie inna historia. Powroce do niej w ktoryms z nastepnych wpisow.

  


wtorek, 7 lutego 2012

Status Unii Amerykanskiej czyli widziane przez Bobole

   Co roku o tej porze zabieram sie do oceny zmian jakie zaszly w ekonomii i polityce panstw, z ktorymi jestem zwiazany tymi czy innymi wiezami. Nie tak dawno Wielki Czarny Ojciec z Waszyngtonu wyglosil w Kongresie mowe znana jako "State of the Union". Jest to nieregularnie powtarzane wydarzenie, w ktorym urzedujacy prezydent wiodacego kraju Wolnego Swiata przedstawia swoj poglad na to jak sprawy biegna pod jego wodza i czego obywatele moga sie spodziewac w najblizszej przyszlosci. Nie jestem entuzjasta prez. Obamy ale nawet gdybym nim byl to tylko z najwiekszym trudem moglbym sie czegos uzytecznego dowiedziec z jego wystapienia. Jak wiekszosc politykow posiadl on bowiem trudna sztuke mowienia dlugo ale malo konkretnie o sprawach w gruncie rzeczy bez znaczenia. Tymczasem jako mieszkanca USA interesuje mnie najbardziej to czy widac juz koniec kryzysu i czy Ojciec Narodu ma jakis pomysl na to aby przerwac lot nurkowy amerykanskiej ekonomii. Aby to stwierdzic nie wystarczy dobra wola i umiejetnosc "lania wody" (w czym Obama jest mistrzem) ale konieczna jest tez pewna wiedza oraz umiejetnosc analizowania wykresow podstawowych wskaznikow ekonomicznych.

    Spojrzmy wiec na wykres historyczny przedstawiajacy GDP (Produkt Krajowy Brutto) dla USA w latach 1930-2011 przedstawiony na  planszy (1). Nas oczywiscie interesuje najbardziej stan aktualny albo ostatnie trzy lata kiedy to USA byla rzadzona przez administracje Obamy. Warto jednak popatrzec takze na lata wczesniejsze gdyz w tym okresie gospodarka USA przeszla az przez trzy powazne wstrzasy: lata 1925-1935, 1970-1980 i kryzys obecny  ktory zaczal sie w roku 2001 a ktory powinien sie zakonczyc w roku 2011. Niestety jak widac na wykresie nurkujacy samolot amerykanskiej gospodarki ma jeszcze troche czasu do zderzenia sie z linia oporu, ktora wystepuje na poziomie 5x10^9 uncji Au. Jak widac na wykresie ostatnich trzech lat zadna z interwencji Obamy na rynku finansowym nie wplynela w decydujacy sposob na poprawe sytuacji. Pod tym wzgledem byly to stracone pieniadze, ktore co gorsza zaburzyly normalna dynamike ukladu powodujac przedluzenie konania amerykanskiej gospodarki. Jesli oceniac sytuacje  z wykresu GDP, to moim zdaniem i przy braku dalszych interwencji, dojdziemy do linii oporu gdzies w roku 2015 a wiec za cztery lata. Jest to novum w stosunku do porzednich kryzysow, ktore trwaly okolo 10 lat kazdy.

   Na planszy (2) widzimy bilans budzetu panstwowego USA (tzw current account).Jak widac bilans ten mial przebieg horyzontalno-oscylujacy do roku 1980 po czym deficyt zaczal sie powiekszac osiagajac wielkosc maksymalna w latach 2007. Jak sie wydaje na kredyt Obamy mozemy przypisac zmniejszenie deficytu, ktory jednak w chwili obecnej jest daleki od poziomu lat 1960-1980. Co wiecej , ostatnie dwa punkty (oddalone o rok leza juz blisko siebie co sugeruje, ze zmniejszanie sie deficytu budzetowego wyhamowalo ostatnio z powodow mi nieznanych.

   To co naprawde udalo sie prezydentowi to zmniejszenie deficytu bilansu handlu zagranicznego (plansza (3)). Jak widzimy bilans handlowy jest niemal na poziomie idealnym. Co jest tego powodem zobaczymy za chwile. Moge tylko powiedziec tutaj, ze zmniejszenie importu jest tylko czesciowo znakiem pozytywnym. W amerykanskiej rzeczywistosci, w ktorej wiekszosc towarow powszechnego uzytku jest sprowadzana z Azji, wyrownanie bilansu handlu zagranicznego oznacza powszechne zubozenie populacji, ktorej po prostu nie stac juz na zakupy nawet najpotrzebniejszych towarow. Skad to wiem?

  Aby sie tego dowiedziec spojrzmy na plansze (4) gdzie przedstawione jest srednie wynagrodzenia w USA (w uncjach zlota rocznie). Przedstawione dane siegaja lat 1945-2011.Jak widac srednie realne wynagrodzenie roczne spadlo do poziomu okolo 25 uncji rocznie  i jest to poziom nizszy niz ten jaki osiagnieto w najgorszym roku 1980 poprzedniego kryzysu (lat 1970-1980). Jest oczywiste, ze przy tak malej placy realnej rynek towarow cierpi na brak popytu. Stad mniejszy import i zamykanie sklepow handlujacych towarami importowanymi.


   Zajmijmy sie teraz historycznymi danymi dewaluacji amerykanskiego dollara. Na planszy (5) mamy przedstawiona realna (czyli w zlocie) wartosc USD w latach 1900-2011. Os igrekow ma skale logarytmiczna aby mozna bylo pomiescic caly zakres zmian na jednym wykresie. Odcinki proste a nie-horyzontalne mowia nam o wykladniczym spadku wartosci pieniadza typowym dla okresu kryzysu. Do roku 1970 banki Rezerwy Federalnej buforowaly wartosc dollara na okreslonym poziomie. Po roku 1970 wartosc dollara okreslal rynek metali oraz okresowe wyprzedaze zlota z rezerw bankowych. Ogolnie biorac zdrowa ekonomie charakteryzuje stalosc wartosci pieniadza. Taka stabilnosc nadaje sens oszczedzaniu na kazdym poziomie (panstwowym, firmowym czy prywatnym) gdyz nie ma obawy, ze pieniadz nie wydany natychmiast bedzie tracil swoja wartosc nabywcza. Pozwala tez ona na racjonalne planowanie wydatkow przyszlych.
   Glowna przyczyna obecnych klopotow ekonomicznych jest odejscie od stabilizacji wartosci pieniadza i prowadzenie gospodarki kredytowej czyli dokonywanie zakupow przed posiadaniem koniecznych na zakup funduszy. Zauwazmy takze, ze praktycznie nie wystepuje rewaloryzacja pieniadza (owszem mamy drobne oscylacje np w latach 1980-2000 kiedy podniesiono stopy procentowe i wyprzedawano rezerwy bankowe  w zlocie w wyniku obnizenia wymagan co do rezerw). W dluzszej skali czasowej cena zlota zawsze rosnie (plansza (6)).

Nie liczylbym na to abysmy wrocili kiedykolwiek (bez wymiany pieniadza) do poziomu 250USD/Oz  ( z roku 1998)  nie mowiac juz o trzydziestu paru dolarach za uncje. 

   Spojrzmy tez na indeksy gieldowe, ktore wedlug wiekszosci wspolczesnych ekonomistow wrocily juz do poziomu sprzed kryzysowego. Owszem, wrocily ale tylko wtedy kiedy nie bierzemy pod uwage dewaluacji dolara. Realnie zarowno Dow Jones jak i S&P 500 (plansze (7) i (8)) znajduja sie od roku 2001 w systematycznym spadku i pozostalo im jeszcze sporo do osiagniecia linii oporu z lat 1980. Od czasu do czasu mamy fluktuacje, ktore daja nadzieje na wczesniejsze wyjscie z tego morderczego korkociagu ekonomicznego ale niestety sa to zjawiska przejsciowe. Glowna katastrofa jest jeszcze przed nami!

   Moi znajomi, ktorzy uprzejmi czytaja niekiedy moje artykuly pytaja mnie niekiedy na kogo zamierzam glosowac w najblizszych wyborach. Zrzymaja sie tez gdy mowie, ze zadna z wiodacych w USA partii politycznych (GOP czy DFL) nie ma skutecznej recepty na wyjscie z kryzysu. Republikanie (GOP) sa bowiem zadania, ze nalezy ciac swiadczenia spoleczne, przedluzac czas pracy zawodowej do emerytury oraz obnizac badz przynajmniej nie powiekszac podatkow. Demokraci (DFL) zas chca zwiekszenia swiadczen w tych zas wprowadzenia powszechnego ubezpieczenia medycznego, oraz podwyzszenia podatkow dla firm i najwyzej zarabiajacych. Oczywiscie haslo aby wycisnac troche funduszy z najzamozniejszych 10% spoleczenstwa jest popularne wsrod "mas" a zwlaszacza zas wsrod ludzi obdarzonych marksistowska zadza rewindykacji. Nie mniej problem nie polega na tym kto ma pokryc koszty kryzysu ale na tym, ze w obecnej "globalnej" ekonomii coraz mniejszy procent zdolnej do pracy populacji jest w stanie uzyskac zatrudnienie w dobrze platnym sektorze gospodarki narodowej. To zas zmniejsza przychody podatkowe oraz zwieksza koszty oslony spolecznej. Moim zdaniem nie uda sie odwrocic tego trendu bez zerwania z doktryna wolnego rynku. Ta zas jest przyjeta za aksjomat przez obie partie wiodace. Obamie udalo sie dokonac obnizenia wynagrodzen realnych pracownikow do poziomu nie widzianego od roku 1945. To jednak oznacza wyscig w kierunku plac azjatyckich. Wyscigu tego zapewne USA nie wygra ale nawet gdyby pracownik rodzimy stal sie tak tani jak pracownik azjatycki to oznaczaloby to tez drastyczny spadek popytu czyli ruine rynku. Moim zdaniem jedynym wyjsciem racjonalnym jest powrot do protekcjonizmu, ktory panowal jeszcze w latach 70-tych i przejscie do gospodarki w zasadzie samowystarczalnej. No ale obie partie sa zgodne w tym aby utrzymywac status quo. Amerykanie maja powiedzenie "If you are in the hole -stop digging" (czyli jesli jestes juz w klopotach nie powiekszaj ich) . No ale co zrobic jesli wiekszosc wspolobywateli chce kontynuowac postepowanie, ktore doprowadzilo kraj do kryzysu?
   Podsumowujac musze stwierdzic, ze rozpad imperium amerykanskiego wyglada na nieodwracalny gdyz wiekszosc elity, ktora moglaby dokonac niezbednych zmian nie zamierza tego uczynic. Obecny system zostal tak skonstruowany, ze sluzy najlepiej ich interesom. To co stanie sie z krajem i mniej szczesliwie urodzonymi wspoobywatelami ich samych nie obchodzi w zadnym stopniu. Ogolna populacja zas nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji gdyz jest skutecznie i systematycznie oglupiana przez media znajdujace sie pod calkowita kontrole elity polityczno-finansowej USA.